wywiad-kursy-w-australii

A gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać do…?

Agnieszka Wołowiec to kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Przeprowadzka z Polski do Anglii, z Anglii do Australii – wszystko po to by odnaleźć swoje miejsce na ziemi. Australia to zupełnie nowy świat, który oferuje piękne widoki i liczne wyzwania, którym trzeba stawić czoła, by móc powiedzieć „Udało mi się”. Poznajcie historię Agnieszki!

Australia Study: Jak się znalazłaś w Australii? Kiedy tam zamieszkałaś?

Agnieszka Wołowiec: Do Australii przyjechałam wraz z moim partnerem w maju 2016. Mieszkaliśmy w Plymouth w Anglii i mieliśmy dość tamtejszej pogody. Chcieliśmy zmienić otoczenie. Mój partner otrzymał wizę working holiday, a ja miałam w planach studia w Australii. Nie mogliśmy się jedynie zdecydować co do miasta, w którym chcemy zamieszkać. Początkowo miało być to Melbourne jednak wydawało się trochę za duże. Stwierdziliśmy, że na początek wezmę wizę turystyczną, zrobimy sobie podróż po Australii, a potem zdecydujemy – i tak wylądowaliśmy w Sunshine Coast.

AS: Czym zajmujesz się zawodowo?

AW: Z zawodu jestem technikiem administracji. W Polsce pracowałam jako kierownik w bankowości, natomiast w Anglii głównie przy produkcji. Niestety doświadczenie i edukacja z Polski nie są uznawane w Anglii, dlatego ciężko było mi znaleźć pracę w moim fachu. W Australii, aby łatwiej było mi wrócić do zawodu, wybrałam studia związane z finansami.

AS: Studiowałaś na TAFE? Opowiedz nam coś więcej o studiach – jaki kierunek, poziom nauki, czy ci się podobało, czy pomogło ci to zawodowo?

AW: Wybrałam TAFE, bo słyszałam, że jako państwowa szkoła jest lepiej odbierana przez pracodawców. Zdecydowałam się na kierunek Certificate Iv in Bookkeeping, ponieważ miałam już wcześniej księgowość w Polsce i nie miałam z tym problemów. Zapisując się na studia, zdobyłam ocenę 5.5 z testu IELTS z angielskiego. Mimo to gdy usłyszałam, że na moim kierunku jestem jedną z dwóch osób z zagranicy, to się trochę przestraszyłam. Moje obawy, że mogę nie nadążyć za Australijczykami, okazały się one zupełnie bezpodstawne – poradziłam sobie bardzo dobrze, a nawet udzielałam korepetycji australijskim koleżankom. W Polsce mamy zupełnie inne wyobrażenie szkoły. U nas trzeba wiedzieć wszystko, natomiast tutaj prawie nie ma egzaminów, a jeśli już się zdarzają, to można podczas nich korzystać z książek i internetu. Zabawne, bo w Polsce nazywamy to ściąganiem, a tu jest to po prostu „open book exam”. Na zaliczenie jest assessment czyli tzw. sprawdzanie wiedzy, ale tak jak wcześniej, tutaj również wypełnia się je w domu lub w szkole przy pomocy książek i internetu. Zauważyłam, że wykładowcy w Australii kładą znacznie większy nacisk na umiejętne wyszukiwanie informacji, a nie samą naukę. Ma to duże przełożenie w codziennym życiu, szczególnie w mojej pracy, gdzie w prawie podatkowym wszystko się nieustannie zmienia – niezwykle trudno o bieżącą wiedzę. Muszę przyznać, że w TAFE miałam bardzo fajnych, doświadczonych, a przede wszystkim wyrozumiałych nauczycieli.

AS: Kiedy przeprowadziłaś się do Adelaide? I co Cię skłoniło do przeprowadzki?

AW: Po ukończeniu kursu w Sunshine Coast postanowiłam zapisać się na kolejny, wyższy poziom czyli Diploma od Accounting. Niestety S.C. jest dość małe i nie ma za dużego wyboru szkół, więc większość kursów odbywa się online, a TAFE jest drogi. Niestety Sunshine jest stosunkowo małą i zamkniętą społecznością, w której trudno o pracę bez znajomości. Miałam szczęście, bo udało mi się dostać pracę w biurze księgowym i pracowałam pod zarejestrowaną BAS Agent – niestety było to zaledwie kilka godzin w tygodniu. Zanim się przeprowadziliśmy do Adelaide, pomyślałam, że wyślę tam kilka aplikacji, a gdy zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną to stwierdziłam, że jedziemy. Sunshine Coast jest piękne, ale naprawdę chciałam zmienić otoczenie. To typowo turystyczna miejscowość, a mnie ciągnęło do miasta.

AS: Jaka jest różnica w życiu w Sunshine Coast, a życiu w Adelaide? Słyszeliśmy, że o Adelaide mówi się, ze jest tam wszystko poza pracą. Co o tym myślisz?

AW: Po pierwsze S.C. jest małe, spokojne i słabo rozwinięte, nie ma też integralności miasta. Wielu ludzi jeździ tam po prostu odetchnąć od miejskiego zgiełku. Jest to parę małych miejscowości połączonych w jedno. Każda ma swoje małe centrum. Adelaide jest miastem z rozwiniętą siecią transportu publicznego, a tego mi brakowało w S.C. Podoba mi się też, że ma styl europejski, bo trochę jednak tęsknie za Europą. Na pewno jest tu więcej knajpek i są polskie sklepy. W Adelaide jest też większa różnorodność kulturowa, a S.C. jest typowo australijskie. Zauważalna różnica jest również w ubiorze, w S.C. ze względu na temperatury panuje luźniejszy styl, natomiast w Adelaide widzę więcej modnie ubranych osób.

AS: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

AW: Dużo osób mnie o to pyta, a tak naprawdę ja sama jeszcze nie wiem. Na pewno chcę znaleźć pracę w dziale finansowym. Jeśli po zakończeniu kursu będę mogła zostać, to zostanę, jeśli nie to są jeszcze inne ciekawe kraje. Mam nadzieję, że doświadczenie i edukacja w Australii będą przydatne w innych krajach. Ogromnym plusem mieszkania w Australii jest nieustanne doskonalenie języka angielskiego – to na pewno wszędzie mi się przyda.

AS: Jakie są różnice w życiu w Polsce i w Australii? 

AW: Ogromne. Nie wiem, czy potrafiłabym się odnaleźć z powrotem w Polsce po 3 latach pobytu w Anglii, a co dopiero po Australii. Ludzie są tu przemili i uśmiechnięci, chętnie rozmawiają z nieznajomymi. W QLD każdy jest twoim kolegą, nawet jeśli go nie znasz. To jest coś czego w Polsce nie można doświadczyć. Bardzo chętnie też pomagają w znalezieniu pracy czy mieszkania. Poziom życia w Australii jest znacznie wyższy. Cały rok mamy lato. Jest też kilka minusów:

Niezależnie od plusów i minusów – uważam, że warto spróbować!